14 kwietnia 2023
"Boruta" to taki wesoły diabeł, który częściej płata figle jak komuś krzywdę zrobi. Bo przecież nigdzie mu tak nie będzie dobrze i wesoło, pamiętając nazbyt ciepłe miejsce pracy szefa. Już wtedy wiedziano co to praca zdalna. Z tej wesołej opowieści wywodzi się nazwa restauracji wyjątkowej. "Boruta" na tle swojej kamienicy zawsze imponowała wspaniałymi ogródkami, pełnymi kwiatów i kolorowych serwet, ukrytych świateł, dyskretnych świec dających posmak innej epoki. Takie też są śliczne wnętrza - zupełnie z innej epoki. Stylowe szafy, przeszklone gabloty, ozdobne lustra, a nawet stare komody i bufety. Tu wszystko pasuje do Starej Warszawy lat nieco minionych (lata 20-te, 30-te XX wieku) i tu czujemy się jak w starej kamienicy (którą odbudowano z wojennych ruin). Nie ma tu ciemności i duchoty dawnych buduarów czy salonów obitych skórami i pluszem. Tu chce się być i to jest kwintesencją tego lokalu. Jeśli dorzucimy do tego dobrą kaczkę z buraczkami i cudownymi kopytkami, żurek w chlebie czy golonkę, której zdjęcie zrobiło furorę europejską to wystarczy jeszcze dodać niedawno sprowadzone doskonałe piwa browaru konstancińskiego. Polecam szczególnie piwo Warszawskie z beczki, Łoś też ciekawy, Gniewosz, jest piwo Noteckie i 3 odmiany piwa z Konstancina. Od pszenicznego i miodowego poprzez jasne pełne do portera włącznie.
Tęsknimy niezwykle (jako klienci) za ogródkiem z huśtawkami, gdzie piwo smakowało inaczej. Każdy to powie, że dobry pomysł (choć nieco kosztowny) nie może być solą w oku dla sympatycznych sąsiadów - bo też mogą myśleć jak zadowolić dowolną atrakcją naszych gości. Władze miasta czy inne zarządy niech się też pochylą nad taką drobną sprawą. Mieć większe wpływy czy nieutulony żal i smutek klientów, turystów i warszawiaków.