Z ostatniej chwili...
Dziś, może jutro...
Zapraszamy...


Idziemy z prądem

Tak się na ogół mówi, żeby podkreślić, że np. jesteśmy postępowi, nowocześni i zgodni z trendami współczesności.
Niestety w Polsce jest dokładnie odwrotnie. Kiedy cała Europa stawia na energię odnawialną, buduje setki wiatraków, prowadzi badania wykorzystania energii fal, energii słonecznej, energii z elektrowni wodnych (także energetyka atomowa) itp., itd. - my energetykę polską opieramy na węglu. Gdyby jeszcze na rodzimych kopalinach, ale z powodu wysokich kosztów wydobycia (skąd one się biorą łatwo odpowiedzieć?). Sprowadzamy węgiel przede wszystkim z Rosji, ale także z USA, Kolumbii, Australii, Kazachstanu, Czech, Mozambiku i Holandii. W 2015 roku importowaliśmy nieco ponad 8 mln ton, w 2017 roku 13,3 mln ton z czego 9 mln ton z Rosji. Ocenia się że w roku 2018 przekroczymy 15 mln ton importu. Opowiadania, jak to trują nas samochody, mogą być ciekawe o ile dotyczą zamkniętego garażu, gdzie długo stoi auto z włączonym silnikiem. Jak nas trują elektrownie napędzane węglem też znajdziemy odpowiednie statystyki.
Nie będziemy tu zajmować się ekologią, ale warto sobie uświadomić, że energia pozyskiwana w ten sposób musi kosztować.

Energia oparta na węglu to …wysokie ceny prądu, inflacja i kryzys finansowy. To już się zaczyna w tym roku. Rząd sam się wyżywi i utrzyma, ale nawet nieprzeciętny Kowalski boleśnie to odczuje. Dziś mieliśmy spotkanie z jednym z fachowców branży energetycznej, który zawiera umowy z przedsiębiorcami. Jego zdaniem rynek energetyczny oszalał i nie jest to związane z żadnymi czynnikami zewnętrznymi. Najpierw co się dzieje: - w latach 2012 – 2017 ceny rosły jesienią, spadały wiosną – amplituda wynosiła 6 – 7%. W 2018 roku ceny poszybowały o 70%. Przeciętna cena dla małego i średniego przedsiębiorcy (od kiosku do sklepu i restauracji) jeszcze na początku tego roku wynosiła np. 220 zł za MWh (mega-wato-godzina), we wrześniu cena na umowie to 340 zł za MWh. Wszyscy dawni dostarczyciele prądu – wypowiadają wcześniejsze umowy, (część po prostu ogłosiła upadłość, bo kupili na krótkoterminowe umowy, a z klientami zawierali umowy na dłużej).
Rząd musi z czegoś pokryć np. 500+ i inne obiecanki, dlatego też mamy do czynienia z prostym skokiem na kasę czyli na giełdę energii. Dawniej 80% obrotu energią regulowała giełda (Towarowa Giełda Energii S.A.). Teraz do gry weszły spółki skarbu Państwa i giełda już się nie liczy bo obraca ok. 30 procentami rynku energii. Państwo czyli spółki skarbu państwa dyktują ceny.
Jeden z naszych przyjaciół przedsiębiorców staromiejskich zawarł umowę o dostawę energii dla swojego sklepu (firmy) – to było 220 za MWh, drugi dwa tygodnie później usłyszał cenę 430 zł za MWh. To było w maju i czerwcu.
Jak to się przełoży na ceny żywności i usług łatwo sobie wyobrazić. A szczerze mówiąc to nikt tego nie wie jak głęboko nas to dotknie. Sukcesy gospodarcze ogłaszane przez Rząd to niestety balonik z imienin Kubusia Puchatka. Statystyka zniesie wszystko to tylko nauka i każdy może jej używać dowolnie.

Wszystkie drastyczne podwyżki cen energii elektrycznej zostały wstrzymane z uwagi na wybory samorządowe. Cenniki już są gotowe - wejdą w życie z dniem 1 stycznia 2019.
W roku przyszłym są wybory do Sejmu i Senatu. Może się zdarzyć, że albo będziemy państwem demokratycznym, aktywnym członkiem Unii Europejskiej, albo będziemy monopartyjną, nudną i smutną i lekko faszyzującą "narodową" demokracją, która tak pięknie rozpoczęła rozkwit III Rzeszy. Finał znamy.