Newsletter dla przedsiębiorców


"Lockdown przestał przynosić efekty". Co z obostrzeniami po 18 kwietnia? Co z majówką?
Dominika Maciejasz 12 kwietnia 2021

Restauratorzy i hotelarze od miesięcy czekają na otwarcie swoich obiektów. Przygotowania do majówki chcieliby rozpocząć nie tylko przedsiębiorcy, ale i konsumenci, jednak jedni i drudzy będą musieli na te decyzje jeszcze poczekać. Natomiast luzowanie pozostałych obostrzeń jest możliwe już w przyszłym tygodniu.
Bulwary Wiślane w Warszawie czy Krakowie, parki i promenady w całej Polsce w miniony weekend zapełniły się spacerowiczami. Słoneczna, ciepła pogoda sprzyjała spędzaniu wolnego czasu na powietrzu i choć zakładanie maseczek nie obowiązuje tylko w parkach i wyznaczonych terenach zielonych (bulwary i promenady się do nich nie zaliczają), to media społecznościowe obiegły zdjęcia spacerowiczów z różnych miast w Polsce, bez maseczek, nie stosujących się do zasady dystansu społecznego.
Ludzie tłoczący się w kolejce po lody, dzieci i ich rodzice ściśnięci na placach zabaw – takie obrazki można było w weekend zobaczyć w całym kraju. Także urzędnicy zauważyli, że lockdown przestał przynosić efekty.
– Ludzie omijają restrykcje, nie ograniczają mobilności – przyznał sam minister zdrowia Adam Niedzielski w wywiadzie dla tygodnika "wSieci" dodając, że trzeba poszukać innych, subtelniejszych metod walki z pandemią.
Przedszkola i szkoły priorytetem
– Rządzący zdają sobie także sprawę z podziemia działającego w sektorze usługowym. Kosmetyczki i fryzjerzy przyjmują w domach albo w gabinetach, do których wejścia nie znajdują się w widocznych miejscach, jak np. od strony ulicy. Siłownie i kluby fitness działają mimo zakazów, choć rząd nasyła na nie policję i służby sanitarne. Zachęty do łamania nakazów są wszędzie w sieci – mówi nam osoba z kręgu władzy.
Obecny lockdown, zgodnie z którym zamknięte są szkoły i przedszkola, hotele, restauracje, salony urody, siłownie i inna infrastruktura sportowa, ma trwać do 18 kwietnia. Co potem?
Oficjalnie Ministerstwo Zdrowia informuje, że trwają analizy "dynamiki przyrostu zachorowań". Wiemy jednak, że rząd rozważa poluzowanie obostrzeń, ale ma problem z województwami, w których parametry zakażeń i zajętości szpitalnych łóżek są wciąż wysokie. Takim regionem jest m.in. Śląsk, gdzie nadal jest najwięcej osób zmagających się z koronawirusem.
Natomiast w innych regionach, jak Warmia i Mazury, które jako pierwsze objęto lockdownem (od końca lutego), sytuacja już znacznie się poprawiła.
Rząd ma zagwozdkę – czy obostrzenia znieść regionalnie czy też ogólnokrajowo, ale wówczas w mniejszym stopniu. Minister Adam Niedzielski deklarował w ubiegłym tygodniu, że pierwsze w kolejności do "odmrożenia" są szkoły, przedszkola i żłobki. Wiosenna aura sprzyja uprawianiu sportu na wolnym powietrzu, możliwe jest otwarcie boisk i innych obiektów sportowych. A co z usługami i handlem?
– Nie mamy obecnie potwierdzenia, by od 19 kwietnia zdecydowano się na uruchomienie tego sektora gospodarki – mówi Grzegorz Baczewski z Konfederacji Lewiatan.
Niemal pewne jest, że do czasu weekendu majowego restauracje i hotele pozostaną nieczynne. O tym, czy na nadchodzące dni wolne rząd odmrozi tę branżę, zadecydują wskaźniki pandemii w najbliższych tygodniach. Maj jest pierwszym możliwym terminem otwarcia tych gałęzi ekonomii – urzędnicy zdecydują się uwolnić te sektory na samym końcu, choć wiedzą, że na takie decyzje czekają nie tylko przedsiębiorcy, ale i zmęczeni obostrzeniami konsumenci.

Kiedy można liczyć na odmrożenie gospodarki? Paweł Borys o momencie zwrotnym
Business Insider Polska
11.04.2021

Od drugiej połowy marca mamy do czynienia z kolejnym ogólnopolskim lockdownem, a część firm nie może normalnie działać już nawet od prawie sześciu miesięcy. Paweł Borys, szef Polskiego Fundusz Rozwoju, w rozmowie z portalem Gazeta.pl, opowiedział o możliwych scenariuszach dla biznesu na najbliższe miesiące
- Liczę, że to jest już ostatnia prosta. To znaczy, że przedsiębiorcy mogą uzyskać większą przewidywalność i pewność swojej aktywności naprawdę już w perspektywie czerwca, lipca, kiedy program szczepień osiągnie już taki poziom, że wszystkie grupy podwyższonego ryzyka, osoby starsze, będą zaszczepione i spadnie śmiertelność, ponieważ to jest główny powód restrykcji - powiedział w środowym wydaniu programu "Studio Biznes" prezes PFR Paweł Borys.
- Więc rzeczywiście ten maj, czerwiec, może być takim momentem zwrotnym - dodał Borys.
Obecne restrykcje zostały przedłużone do niedzieli 18 kwietnia. Bez przerwy aż od października 2020 r. nieczynne są siłownie czy restauracje (mogą działać tylko na wynos). Obecny lockdown gospodarczy obejmuje też zamknięcie większości sklepów w galeriach handlowych, a także dużych sklepów meblowych czy budowlanych. Nieczynne są także salony fryzjerskie i kosmetyczne, muzea, teatry czy kina.
Co i kiedy będzie odmrażane, tego jeszcze nie wiadomo. Rzecznik rządu Piotr Müller w zeszłym tygodniu stwierdził jednak, że "nie wyklucza", iż Polacy będą mogli spędzić majówkę w ogródkach restauracyjnych.
Kiedy nastąpi poważny spadek liczby zakażeń?
W ostatnim tygodniu średnia dzienna liczba zakażeń wahała się w przedziale od 8 tys. do 28 tys., w tym przez cztery dni przekraczała granicę 20 tys. Eksperci z grupy MOCOS, zajmującej się modelowaniem matematycznym w medycynie i biologii, spodziewają się, że spadek do poziomu 3-5 tys. zakażeń dziennie zaobserwujemy dopiero w drugiej połowie maja.

15 marca 2021

Altualne zasady i ograniczenia - opublikowane zostały na stronach:
https://www.gov.pl/web/koronawirus/aktualne-zasady-i-ograniczenia

WOJ. MAZOWIECKIE I LUBUSKIE (od 15 marca)

Od 15 marca 2021 r. na terenie województwa mazowieckiego i lubuskiego zostaną zamknięte galerie handlowe - z wyjątkiem znajdujących się tam m.in. sklepów spożywczych, aptek i drogerii, salonów prasowych, księgarni, sklepów zoologicznych i z artykułami budowlanymi. W galeriach handlowych nadal mogą działać m.in. usługi fryzjerskie, optyczne, bankowe, pralnie.
Obowiązuje do: 28 marca 2021 r.

GASTRONOMIA
ZASADY OBOWIĄZUJĄCE W CAŁYM KRAJU:
Obowiązuje zakaz działalności stacjonarnej restauracji. Możliwa jest jedynie realizacja usług polegających na przygotowywaniu i podawaniu żywności na wynos oraz w dowozie.
Obowiązuje do: 28 marca 2021 r.


2 mld zł dla restauracji. Zakończył się program tarczy finansowej PFR 2.0. Jaka inna pomoc jest jeszcze w zasięgu przedsiębiorców?
(Dominika Maciejasz -
1 marca 2021 -G.W.)

Najwięcej pieniędzy z tarczy finansowej 2.0. trafiło do restauratorów i hotelarzy, a przodującym powiatem był tatrzański - poinformował Polski Fundusz Rozwoju. Przyznawanie środków z tej tarczy skończyło się wczoraj, ale przez najbliższe miesiące można starać się o pomoc z tarczy rządowej 8.0. Polski Fundusz Rozwoju podsumował w poniedziałek, 1 marca, program tarczy finansowej PFR 2.0. Inaczej niż wiosną był on skierowany tylko do części przedsiębiorców objętych zimowymi restrykcjami, a głównym kryterium przyznawania subwencji było PKD (Polska Klasyfikacja Działalności). Jak stwierdził Bartosz Marczuk, wiceprezes zarządu PFR, pomoc z drugiej tarczy była celowa i trafiła we właściwe ręce.

W kasie PFR został miliard zł
W drugiej edycji programu wnioski można było składać od 15 stycznia do końca lutego tego roku. W sumie przyznano subwencje o łącznej wartości 6,8 mld zł (pierwsza, wiosenna edycja "kosztowała" dużo więcej, bo prawie 61 mld zł).
- Zakładamy, że w toku indywidualnej analizy odwołań wypłacimy dodatkowe środki i program zamknie się kwotą 7 mld zł - zadeklarował Paweł Borys, szef PFR-u.
Fundusz wydał na drugą tarczę i tak mniej pieniędzy, niż pierwotnie zakładał (8 mld zł). Decyzje pozytywne otrzymało jak na razie 86 procent wszystkich wnioskujących firm. Średnia kwota subwencji dla mikroprzedsiębiorstwa wyniosła 81 tys. zł, a dla MŚP - 530 tys. W sumie pomoc otrzymały 46 242 przedsiębiorstwa zatrudniające 352 tys. pracowników. Fundusz wydał na drugą tarczę i tak mniej pieniędzy, niż pierwotnie zakładał (8 mld zł). Decyzje pozytywne otrzymało jak na razie 86 procent wszystkich wnioskujących firm. Średnia kwota subwencji dla mikroprzedsiębiorstwa wyniosła 81 tys. zł, a dla MŚP - 530 tys. W sumie pomoc otrzymały 46 242 przedsiębiorstwa zatrudniające 352 tys. pracowników. Jak zaznaczył wiceprezes Marczuk, przedsiębiorcy z powiatu tatrzańskiego uplasowali się na 6 pozycji pod względem ilości przyznanych pieniędzy w całej Polsce, zaraz za miastami, jak Warszawa, Kraków, Wrocław, Gdańsk i Poznań.

Rządowe tarcze przedłużone
Program tarczy finansowej 2.0 się zakończył, ale do końca marca przedsiębiorcy objęci rządową tarczą branżową mogą starać się o wsparcie. Opublikowane w miniony piątek rozporządzenie przedłużyło okres starania się o pomoc, a także dało możliwość ubiegania się o środki młodym firmom, które zarejestrowano w ubiegłym roku.
Tarcza branżowa 8.0. przyznaje dotacje na pokrycie bieżących kosztów prowadzenia działalności gospodarczej dla mikro i małych firm w wysokości 5 tys. zł, świadczenie postojowe, zwolnienia ze składek zusowskich oraz trzymiesięczne dofinansowanie miejsc pracy z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych.
Warunkiem jest udowodnienie spadku przychodów o 40 procent w stosunku do przychodu uzyskanego w miesiącu poprzednim lub w analogicznym miesiącu poprzedniego roku. Rozporządzenie wprowadziło możliwość porównania obrotu do września 2020 roku. Ten zapis daje możliwość ubiegania się o dotacje firmom, które powstały w ubiegłym roku, ale do tej pory nie mogły wykazać spadku przychodów, bo zanim rozpoczęły działalność, wprowadzono obostrzenia i ich działalność była zamrożona.
Podobnie jak w tarczy finansowej PFR w tarczy 8.0. głównym kryterium uzyskania pomocy jest przeważające PKD. Świadczenia przysługują firmom o PKD odpowiadającym m.in.: transportowi lądowemu pasażerskiemu, sprzedaży detalicznej (odzież, obuwie i wyroby skórzane zarówno w wyspecjalizowanych sklepach, jak i targowiskach, oraz żywność, napoje i wyroby tytoniowe na straganach i targowiskach), usługom hotelarskim (w tym pola kempingowe i namiotowe), gastronomii, produkcji, dystrybucji i projekcji filmów, działalności fotograficznej, turystycznej, targowej, sportowej (wypożyczalnie sprzętu, zajęcia pozaszkolne - sportowe i artystyczne).
Mogą się o nie starać także przedsiębiorcy z branż paramedycznej, fizjoterapeutycznej, uzdrowiskowej, rozrywkowej. W zależności od PKD pomoc jest przyznawana jedno-, dwu- lub trzykrotnie.
O dotacje i świadczenia postojowe można ubiegać się do końca marca tego roku. Natomiast wnioski o zwolnienie ze składek zusowskich można składać o miesiąc dłużej - do końca kwietnia tego roku.

Forbes Biznes - Święte kody PKD. Jest szansa na zmiany i wsparcie dla przedsiębiorców
Data publikacji:
17.02.2021, 07:57

Na 654 istniejące kody Polskiej Klasyfikacji Działalności tylko 54 objęła rządowa pomoc w trakcie jesienno-zimowego lockdownu. Przedsiębiorcy, a w ich imieniu rzecznik MŚP od tygodni apelują o objęcie większej liczby biznesów wsparciem. Specjalną petycję do wicepremiera Jarosława Gowina podpisało ok. 2 tys. przedsiębiorców. Podziałało, do tarcz pomocowych mają zostać włączone wszystkie firmy, które miały spadek obrotów na poziomie 70 proc. i więcej, bez względu na ich kod PKD. Taka jest przynajmniej wstępna deklaracja wicepremiera.

– Firmy, których PKD nie zostały przyjęte do pomocy z tarcz nie mogą normalnie od czterech miesięcy pracować. Nie mają środków, aby spełniać swoje zobowiązania wobec ZUS, banków czy kontrahentów. Znalazły się na krawędzi bankructwa – mówił na specjalnej konferencji prasowej rzecznik małych i średnich przedsiębiorców Adam Abramowicz. Wzięli w niej udział przedsiębiorcy, którzy podzielili się swoimi trudnymi doświadczeniami z ostatnich miesięcy.

Niewłaściwe PKD. Historie przedsiębiorców
Magdalena Leszczak-Wardęga ma firmę, która wynajmuje namioty wraz z wyposażeniem na targi i imprezy rozrywkowe. Od marca 2020 r. jest niemal pozbawiona jakichkolwiek przychodów, a mimo to nie została objęta rekompensatami. Powód? Jej kod PKD 77.39 Z (wynajem i dzierżawa pozostałych maszyn, urządzeń oraz dóbr materialnych) nie został zakwalifikowany do tarczy pomocowej. Stało się tak pomimo tego, że pod tym kodem działa wielu przedsiębiorców ściśle współpracujących z zamkniętymi branżami, a tym samym także pozbawionych przychodów.
Zamarcie ruchu turystycznego i trudności w przekraczaniu granicy były źródłem problemów Barbary Bielinowicz, która od 1991 r. zajmuje się handlem przygranicznym na Pomorzu Zachodnim. Przez wprowadzone obostrzenia niemieccy kupujący (zwłaszcza ci z Meklemburgii-Pomorza Przedniego) nie mogą przekroczyć granicy. To sprawiło, że jej firma straciła swoje główne źródło dochodu.
Natomiast Monika Tęcza od 25 lat prowadzi sklep z pamiątkami na krakowskim rynku. W 2020 r. liczba osób odwiedzających stolicę Małopolski spadła w ubiegłym roku o 43,4 proc. W przypadku gości zagranicznych tąpnięcie wyniosło ponad 74 proc. Pod koniec roku, z powodu zamknięcia hoteli i atrakcji turystycznych, liczba turystów spadła niemal do zera. Mimo braku przychodów, tarcza nie objęła swoim zasięgiem biznesu pani Moniki.
Paweł Churzępa jest jubilerem. Podkreśla, że w ciągu ostatnich miesięcy rząd dwukrotnie – w listopadzie i styczniu – radykalnie ograniczył działalność w centrach handlowych, pozwalając działać tylko wybranym sklepom. Jednak nie wszystkie zamknięte firmy w galeriach mogą składać wnioski o pomoc. Pominięte zostały chociażby sklepy z zabawkami, sprzętem elektronicznym czy właśnie jubilerzy.
Sala zabaw dla dzieci, prowadzona przez Ewelinę Szmit, rozpoczęła działalność dopiero w 2020 r. Pierwszy lockdown zatrzymał rozwój firmy, jednak odmrożenie gospodarki na wiosnę i w lecie pozwoliło biznesowi wyjść na prostą. Ostatni kwartał wypełniony był rezerwacjami na imprezy na dzieci, które niestety w wyniku drugiego faktycznego zamknięcia gospodarki trzeba było odwołać. Brak możliwości porównania spadku przychodów, z powodu braku prowadzenia działalności w 2019 r., wyeliminował panią Ewelinę z przeważającej części programów pomocowych.
Joanna Dłużniewska prowadzi sklep odzieżowy w mniejszym mieście. Ten konkretny rodzaj działalności znalazł się w tarczach. Niestety, w wyniku niedopatrzenia, przedsiębiorstwu wpisano inny dominujący kod PKD. I tylko z tego powodu, mimo ponad 70 proc. spadku obrotów, pani Joanna musi wciąż uiszczać składki na ubezpieczenia społeczne i nie otrzyma świadczenia postojowego, ani dotacji na prowadzenie działalności.

– Wszyscy tu obecni przedsiębiorcy reprezentują sektor MŚP. Przed epidemią ich działalność doskonale się rozwijała i pozwalała utrzymać siebie oraz najbliższą rodzinę. Dopiero koronawirus i zamknięcie gospodarki sprawiły, że firmy te zaczęły borykać się z problemami – powiedział na konferencji Adam Abramowicz.

Data publikacji: 17.02.2021, 07:57

Na 654 istniejące kody Polskiej Klasyfikacji Działalności tylko 54 objęła rządowa pomoc w trakcie jesienno-zimowego lockdownu. Przedsiębiorcy, a w ich imieniu rzecznik MŚP od tygodni apelują o objęcie większej liczby biznesów wsparciem. Specjalną petycję do wicepremiera Jarosława Gowina podpisało ok. 2 tys. przedsiębiorców. Podziałało, do tarcz pomocowych mają zostać włączone wszystkie firmy, które miały spadek obrotów na poziomie 70 proc. i więcej, bez względu na ich kod PKD. Taka jest przynajmniej wstępna deklaracja wicepremiera

W związku z koronakryzysem niektórzy przedsiębiorcy musieli zamknąć swoje biznesy

– Firmy, których PKD nie zostały przyjęte do pomocy z tarcz nie mogą normalnie od czterech miesięcy pracować. Nie mają środków, aby spełniać swoje zobowiązania wobec ZUS, banków czy kontrahentów. Znalazły się na krawędzi bankructwa – mówił na specjalnej konferencji prasowej rzecznik małych i średnich przedsiębiorców Adam Abramowicz. Wzięli w niej udział przedsiębiorcy, którzy podzielili się swoimi trudnymi doświadczeniami z ostatnich miesięcy.

Niewłaściwe PKD. Historie przedsiębiorców
Magdalena Leszczak-Wardęga ma firmę, która wynajmuje namioty wraz z wyposażeniem na targi i imprezy rozrywkowe. Od marca 2020 r. jest niemal pozbawiona jakichkolwiek przychodów, a mimo to nie została objęta rekompensatami. Powód? Jej kod PKD 77.39 Z (wynajem i dzierżawa pozostałych maszyn, urządzeń oraz dóbr materialnych) nie został zakwalifikowany do tarczy pomocowej. Stało się tak pomimo tego, że pod tym kodem działa wielu przedsiębiorców ściśle współpracujących z zamkniętymi branżami, a tym samym także pozbawionych przychodów.

Zamarcie ruchu turystycznego i trudności w przekraczaniu granicy były źródłem problemów Barbary Bielinowicz, która od 1991 r. zajmuje się handlem przygranicznym na Pomorzu Zachodnim. Przez wprowadzone obostrzenia niemieccy kupujący (zwłaszcza ci z Meklemburgii-Pomorza Przedniego) nie mogą przekroczyć granicy. To sprawiło, że jej firma straciła swoje główne źródło dochodu.

Natomiast Monika Tęcza od 25 lat prowadzi sklep z pamiątkami na krakowskim rynku. W 2020 r. liczba osób odwiedzających stolicę Małopolski spadła w ubiegłym roku o 43,4 proc. W przypadku gości zagranicznych tąpnięcie wyniosło ponad 74 proc. Pod koniec roku, z powodu zamknięcia hoteli i atrakcji turystycznych, liczba turystów spadła niemal do zera. Mimo braku przychodów, tarcza nie objęła swoim zasięgiem biznesu pani Moniki.

Paweł Churzępa jest jubilerem. Podkreśla, że w ciągu ostatnich miesięcy rząd dwukrotnie – w listopadzie i styczniu – radykalnie ograniczył działalność w centrach handlowych, pozwalając działać tylko wybranym sklepom. Jednak nie wszystkie zamknięte firmy w galeriach mogą składać wnioski o pomoc. Pominięte zostały chociażby sklepy z zabawkami, sprzętem elektronicznym czy właśnie jubilerzy.

Sala zabaw dla dzieci, prowadzona przez Ewelinę Szmit, rozpoczęła działalność dopiero w 2020 r. Pierwszy lockdown zatrzymał rozwój firmy, jednak odmrożenie gospodarki na wiosnę i w lecie pozwoliło biznesowi wyjść na prostą. Ostatni kwartał wypełniony był rezerwacjami na imprezy na dzieci, które niestety w wyniku drugiego faktycznego zamknięcia gospodarki trzeba było odwołać. Brak możliwości porównania spadku przychodów, z powodu braku prowadzenia działalności w 2019 r., wyeliminował panią Ewelinę z przeważającej części programów pomocowych.

Joanna Dłużniewska prowadzi sklep odzieżowy w mniejszym mieście. Ten konkretny rodzaj działalności znalazł się w tarczach. Niestety, w wyniku niedopatrzenia, przedsiębiorstwu wpisano inny dominujący kod PKD. I tylko z tego powodu, mimo ponad 70 proc. spadku obrotów, pani Joanna musi wciąż uiszczać składki na ubezpieczenia społeczne i nie otrzyma świadczenia postojowego, ani dotacji na prowadzenie działalności.

– Wszyscy tu obecni przedsiębiorcy reprezentują sektor MŚP. Przed epidemią ich działalność doskonale się rozwijała i pozwalała utrzymać siebie oraz najbliższą rodzinę. Dopiero koronawirus i zamknięcie gospodarki sprawiły, że firmy te zaczęły borykać się z problemami – powiedział na konferencji Adam Abramowicz.

Apel 2 tys. firm
To tylko kilka spośród wielu historii przedsiębiorców poszkodowanych przez lockdown i często dziurawe tarcze antykryzysowe. Rzecznik MŚP podkreśla, że pomoc państwa dla firm związana z pandemią koronawirusa nie powinna być uzależniona od kodów PKD, lecz od spadku obrotów.
Czujemy się bezradni i wykluczeni z programów pomocowych dla przedsiębiorców – wtórują Joanna Dłużniewska i Magdalena Leszczak-Wardęga. Przedsiębiorczynie były pomysłodawcami specjalnej petycji do wicepremiera Jarosława Gowina. Podpisało ją ok. 2 tys. właścicieli firm.
Wszyscy wnioskowali o przyznanie prawa do pomocy z tarczy 6.0 i tarczy finansowej PFR 2.0 dla mikro, małych i średnich firm, notującym spadek obrotu co najmniej 70 proc. bez względu na PKD. Apelowano także o uwzględnienie w tarczach nowych firm otwartych do dnia ogłoszenia pandemii.
Abramowicz podkreśla, że każdego dnia docierają do niego sygnały ws. problemów finansowych firm, które mają trudności z otrzymaniem środków pomocowych lub ich nie dostają wcale. Wskazał na dwa przykłady aptek w szpitalach oraz sklepików szkolnych, które nie mogą normalnie funkcjonować. – Przez PKD nie określimy wszystkich zamkniętych branż, dlatego proponujemy zastosowanie kryterium spadku obrotów 70 proc. – zaznaczył rzecznik MŚP.

Deklaracja wicepremiera Gowina ws. zmiany zasad pomocy
W resorcie rozwoju odbyło się również spotkanie z udziałem rzecznika MŚP oraz przedstawicieli przedsiębiorców. Efektem jest deklaracja wicepremiera Gowina, że resort rozwoju, pracy i technologii ma rozpocząć prace w obszarze rozszerzenia programu tarcz.
Ministerstwo na Twitterze podało, że tematem poniedziałkowych rozmów były „dodatkowe formy wsparcia dla polskich przedsiębiorców, którzy odczuwają negatywne skutki pandemii koronawirusa oraz współpraca z biznesem”.
– Premier Gowin obiecał rozpocząć prace nad włączeniem do tych wszystkich PKD także grupy firm o spadku obrotów 70 proc. i więcej (...) – przekazał na konferencji prasowej Adam Abramowicz. Dodał, że miałoby to dotyczyć m.in. firm które otworzyły się w grudniu 2019 r. oraz w całym 2020 r.
Rzecznik przyznał, że na razie nie wiadomo, ile jest takich przedsiębiorców, którzy nie mogą korzystać z tarcz i odnotowują bardzo wysoki spadek obrotów w związku z COVID-19. Zwrócił uwagę, że taką informację może – na podstawie JPK – przygotować resort finansów. Wtedy też – jak dodał – możliwe będzie oszacowanie kosztów ewentualnej pomocy. Najważniejszy cel udało się jednak osiągnąć: uzyskanie wsparcia ma być niezależne od posiadanego kodu PKD i daty rozpoczęcia działalności.

Obowiązujące wsparcie dla firm
Tymczasem, jak zauważa rzecznik MŚP, obecnie pomoc jest udzielna przy 40 proc. spadku obrotów w przypadku tarczy branżowej i 30 proc. przy tarczy finansowej PFR.
Środki pomocowe w ramach traczy branżowej jak i tarczy PFR są dedykowane firmom, które szczególnie ucierpiały z powodu koronawirusa. W obu przypadkach muszą się one wykazać m.in. odpowiednim kodem PKD z wymienionych kilkudziesięciu, który uprawnia je do pomocy państwa.
W ramach tarczy branżowej firmy mogą być zwolnione z opłaty składek na ZUS, otrzymać dodatkowe świadczenie postojowe, małą dotację, czy dofinansowanie do miejsc pracy. W przypadku tarczy finansowej pomoc jest udzielana w formie subwencji, która może być w 100 proc. umorzona.

16 lutego 2021

Wbrew rządowej propagandzie tysiące firm nie dostaje od państwa żadnej pomocy z najnowszych "tarcz antykryzysowych". Mimo, że przez pandemię straciły wszystko - pisze Leszek Kostrzewski.

Przykład: Działam w szeroko pojętej branży rozrywkowej. Zajmujemy się wynajmem hal namiotowych i namiotów oraz wyposażenia typu stoły, krzesła itd.

Namioty są wynajmowane na imprezy plenerowe, sportowe, kulturalno-rozrywkowe, w tym koncerty, wigilie miejskie, eventy organizowane dla ludności przez urzędy miast i gmin. Namioty są widoczne na Dożynkach Prezydenckich, konferencjach państwowych i firmowych, odgrywają istotną rolę na targach, przyjęciach weselnych czy komuniach.

Bezsprzeczny jest więc fakt, że zajmujemy się tym, co od marca 2020 r. poprzez wprowadzenie zakazu organizacji imprez masowych zostało „zamrożone”.

Mam ponad 80-procentowy spadek przychodów. Niestety, w kodach PKD wytypowanych do pomocy tego nie widać. Według decydentów ja na pomoc więc nie zasługuję.

Nieuwzględnienie mojego kodu PKD w "tarczy finansowej" PFR 2.0 skutkuje jeszcze jedną rzeczą. Otóż nie mogę się starać o 100-proc. umorzenie z "tarczy finansowej" PFR 1.0. Jest to podwójna strata przypieczętowana pogłębieniem już dramatycznej sytuacji, w jakiej znajduję się jako przedsiębiorca odpowiadający całym swoim majątkiem.

10,1 proc. - W 2020 r. firmy leasingowe udzieliły finansowania w wysokości łącznie prawie 70,1 mld zł, o 10,1 proc. mniejszej niż rok wcześniej – ogłosił w poniedziałek Związek Polskiego Leasingu (ZPL), do którego należy 30 firm, reprezentujących 90 proc. polskiego rynku leasingu.

2,7 proc. - Inflacja w styczniu wyniosła 2,7 proc. – podał Główny Urząd Statystyczny. To nie są jeszcze dokładne dane, a jedynie wstępny szacunek (bez podziału na towary i usługi). Jednak już wiadomo, że wzrost cen okazał się większy od średniej prognoz rynkowych analityków, którzy przewidywali, że w styczniu rok do roku ceny wzrosną o 2,4 proc.

Aż 36 proc. Polaków i Polek między 25. a 34. rokiem życia wciąż mieszka z rodzicami. Przodują w tym mężczyźni. W wielu gminach domu rodzinnego nie opuściła ponad połowa z nich

Fala zbuntowanych wzbiera, więcej restauracji się otworzy. Gastronomia odpowiada na konferencję premiera
Dominika Maciejasz - 5 lutego 2021 | 14:44

- Członkowie rządu zapowiadali w rozmowach z nami jesienią, że nie pozwolą na otwarcie restauracji do marca 2021 roku. Myśleliśmy wówczas, że to żart. Teraz patrzymy, jak spełnia się czarny scenariusz - mówią po dzisiejszej konferencji rządu przedsiębiorcy z branży gastronomicznej.
Od 12 lutego otwarte będą kina, teatry, hotele (z 50-procentowym obłożeniem), baseny i obiekty sportowe na wolnym powietrzu – ogłosił dzisiaj rząd. Mimo otwarcia hoteli restauracje hotelowe mogą wydawać posiłki tylko na wynos (dotyczy to też gości hotelowych). Będzie je można zjeść jedynie w pokojach.
Restauracje zamknięte do marca?
Branża gastronomiczna jest oburzona ogłoszonymi dziś decyzjami. – Odmrożono inne branże, nas pominięto. Tym samym spełnia się czarny scenariusz nakreślony jesienią przez wiceminister rozwoju Olgę Semeniuk. Powiedziała ona wówczas na spotkaniu z przedsiębiorcami, że nie weźmie odpowiedzialności za otwarcie gastronomii do marca 2021 roku. Myśleliśmy wówczas, że to żart, i nie wierzyliśmy w ten scenariusz – mówi Sławomir Grzyb, sekretarz generalny Izby Gospodarczej Gastronomii Polskiej.
Na ogłoszone przez rząd nowe zasady bezpieczeństwa epidemicznego restauratorzy zareagowali dziś samowolnym otwarciem kolejnych lokali. Tak postąpiła m.in. restauracja Swojskie Jadło w Bytomiu. A grupa Strajk Przedsiębiorców zapowiedziała falę otwarć kolejnych gastronomicznych biznesów.
– Cokolwiek by wprowadzili rozporządzeniami, nie będę tego respektował. Jeśli przychodzi do mnie klient i chce zjeść posiłek na miejscu, podaję mu go do stołu. Jestem legalistą, znam swoje prawa. Rząd nie ma prawa zamknąć mi lokalu jakimś zwykłym rozporządzeniem. A antidotum, jakie ma na moje problemy, to wzięcie kredytu obrotowego. Wolne żarty. Jak tak dalej pójdzie, to moje kredyty jeszcze moje wnuki będą spłacać przez sytuację, w jakiej postawił mnie rząd – mówi Jarosław Kaszubowski, restaurator z Gdańska.
Dorota Rydygier, właścicielka restauracji Voila w Krakowie, z trudem powstrzymuje łzy. – Otworzyłam biznes w lutym ubiegłego roku – za późno, by przyznano mi świadczenia z "tarcz antykryzysowych". Zalegam z czynszem, w ZUS-ie. Nie mam żadnej pomocy, a biznesu nie mogę uruchomić. Jak można tak postępować z przedsiębiorcami? Dlaczego nasza branża jest dyskryminowana? Jak można doprowadzać ludzi na skraj załamania nerwowego? – pyta kobieta.

20 tysięcy wykluczonych z pomocy
Rządowe „tarcze antykryzysowe” przyznawane są na podstawie PKD (Polska Klasyfikacja Działalności) – tylko na podstawie wiodącego kodu. Ci, którzy mają wpisane co innego, niż wymaga rządowe rozporządzenie, nie mogą liczyć na subwencje, choć też działają w gastronomii. To nie tylko 20 tys. restauracji w Polsce, ale też dystrybutorzy czy wypożyczalnie sprzętu restauracyjnego. Ponadto z pomocy są wykluczone osoby, które otworzyły lokal po 1 listopada 2019 roku.
W poniedziałek restauratorzy z całej Polski podpisali z kancelarią prawną Dubois i Wspólnicy umowę na przygotowanie pozwu zbiorowego przeciwko skarbowi państwa. Zgłosiło się do niego kilkuset przedsiębiorców z branży gastronomicznej.
– 150 tys. pracowników branży straciło zatrudnienie w zawodzie, który jest ich pasją i życiem. 20 tys. restauratorów zostało wykluczonych z pomocy finansowej rządu – mówi Sławomir Grzyb, prezes IGGP.

Gastronomowie będą domagać się odszkodowań finansowych za poniesione straty przez pracowników i pracodawców branży. Pozew zostanie złożony, jak tylko przystąpi do niego tysiąc pokrzywdzonych podmiotów – prawdopodobnie stanie się to na przełomie marca i kwietnia. IGGP szacuje, że dochodzone odszkodowania przekroczą kwotę jednego miliarda złotych.





Jak długo gospodarka wytrzyma obostrzenia? Pytamy ekspertów „Forbesa”
Jak polska gospodarka radzi sobie w czasie pandemii, czy należy przedłużać lockdown i co oznacza dla tysięcy firm utrzymywanie przez rząd koronawirusowych restrykcji – między innymi o to zapytaliśmy ekspertów Forbesa, praktyków i teoretyków biznesu, a także przedstawicieli świata nauki. Jeden z wniosków jest oczywisty – przedłużanie lockdownu w nieskończoność bez realnego, finansowego wsparcia rodzimej gospodarce nie wróży niczego dobrego

Gospodarka w czasie pandemii koronawirusa
dr hab. Aneta Hryckiewicz, Akademia Leona Koźmińskiego
Dane z GUS pokazujące, że polska gospodarka skurczyła się tylko o 2,7 proc., a nie jak wcześniej zakładaliśmy 3-3,5 proc. pokazują, że Polska gospodarka relatywnie dobrze poradziła sobie z pandemią. Czynnikami, które wpłynęły na ten efekt były zdecydowanie wielkość rządowych pakietów pomocowych, ale również eksport, który szczególnie w drugim kwartale odbił się i znacząco urósł.
Niemniej jednak niepokojącą informacją jest ogromny spadek inwestycji (8,7 proc.), który zdecydowanie będzie się pogłębiać. Należy się spodziewać również, że konsekwencje pandemii w sektorze przedsiębiorstw dopiero teraz zaczną być uwidaczniane. Gdy mieliśmy pierwszy lockdown sytuacja finansowa wielu przedsiębiorców była bardzo dobra ze względu na wcześniejsze lata prosperity i oszczędności. Wielu z nich miało zapas gotówki na przetrwanie pierwszego zamrożenia. Do tego duża skala tarczy finansowej pozwoliła na uniknięcie systemowych problemów w wielu branżach.
Obecnie jesteśmy od ponad roku trwania pandemii, gdzie wiele branż funkcjonowało tylko przez kilka miesięcy. Ich sytuacja finansowa pogorszyła się znacznie, a oszczędności stopniały. Kredyty operacyjne zostały w bankach ograniczone w największym stopniu w porównaniu do wszystkich innych typów kredytów.
Ponadto dostęp do pomocy finansowej ze strony państwa mocno ograniczono. Co więcej, wielu przedsiębiorców nie otrzymało pomocy z „tarczy” pomimo ich kwalifikacji. Coraz częściej słyszymy o problemach finansowych oraz o potencjalnych bankructwach również dużych firm, takich jak Gatta czy też Gołębiewski, a wiele firm stara się ratować, szukając możliwości sprzedania biznesu, póki jeszcze jest co sprzedawać. Dziś wiele branż jest na skraju „wytrzymałości” finansowej i nie sądzę, aby przy obecnych uwarunkowaniach długo wytrzymali.

Paweł Śliwowski, Polski Instytut Ekonomiczny
Nie ma jednej prostej odpowiedzi na to pytanie [jak długo gospodarka da sobie radę – red.]. Trzeba pamiętać, że restrykcje w Polsce są mniej surowe niż w większości krajów zachodniej Europy. Nie mamy godzin policyjnych lub innych ograniczeń przemieszczania obywateli, a wyłączenia działalności gospodarczej dotyczą wybranych branż.
Odnotowaliśmy pierwszy od trzech dekad spadek PKB, ale niższy od oczekiwań analityków. Do tego są inne znaki, że gospodarka radzi sobie nadspodziewanie dobrze, np. dane o produkcji i eksporcie z końca 2020 r.
Oczywiście są branże, jak gastronomia, rozrywka, hotelarstwo, część handlu, które ponoszą największe straty. W styczniu przeprowadziliśmy badanie firm na potrzeby pierwszego odczytu Miesięcznego Indeksu Koniunktury PIE i BGK. Niemal 2 na 3 badane firmy deklarowały, że mają płynność finansową wystarczającą na minimum 3 miesiące. Najtrudniejsza jest sytuacja mikrofirm, wśród których co dziesiąta deklarowała, że nie ma już środków, a 1 na 5 respondentów wskazywał, że płynności wystarczy maksymalnie na miesiąc.
Niestety pojawiają się głosy, że przy obecnym tempie szczepień w Europie i nowych, groźniejszych szczepach wirusa, ograniczenia działalności, np. limity obsługiwanych klientów, będą konieczne jeszcze przez wiele miesięcy. Może się spełnić zapowiedź byłego komisarza amerykańskiej agencji ds. żywności i leków, który na początku pandemii powiedział, że powinniśmy się przyzwyczaić do „gospodarki na 80 procent”.

dr Tomasz Kasprowicz, wykładowca, przedsiębiorca
Pytanie jest zbyt ogólne, by dało się na nie zwięźle odpowiedzieć. Są branże gospodarki, które nie muszą niczego „wytrzymywać” – a wręcz powodzi im się lepiej niż przed pandemią: szeroko rozumiana branża IT, dystrybucja, branża zaopatrzenia medycznego. Duża część branży produkcyjnej także nie cierpi: Europa urządziła swoje home office polskimi meblami.
Problem wytrzymania dotyczy konkretnych branż: turystyki, gastronomii, fitness itd. W przypadku firm małych już obserwujemy upadki i przebranżowienia. To zresztą w tych branżach nic nowego – choć skala jest inna. Można się spodziewać równie szybkiego powrotu do działalności, kiedy restrykcje ustąpią – z gospodarczego punktu widzenia jest to więc mało znaczące.
Ale jest to znaczące jako osobiste tragedie, utrata dorobku życia, wpadnięcie w długi. To w bardziej mierze problem społeczny niż gospodarczy. Gorzej wygląda to w przypadku firm większych z dużym majątkiem i dużymi kosztami stałymi. Tu już obserwujemy upadłości, a odbudowa nie będzie prosta ani gładka. Szczególnie, że długotrwałe lockdowny na trwałe zmieniają przyzwyczajenia konsumenckie i powrót popytu może nie być tak dynamiczny, jak wielu się spodziewa.

Branża spożywcza w czasie pandemii koronawirusa
Marek Moczulski, Unitop
Polska gospodarka została już poważnie zdemolowana poprzez wprowadzanie ograniczeń i restrykcji, które nie do końca zostały przemyślane. Brak oceny wszystkich skutków obostrzeń oraz przeprowadzenia dokładnych wyliczeń, jak zamknięcie danej branży wpłynie na sytuację ekonomiczną kraju (oraz wszelkich innych skutków, jak chociażby psychicznych dotykających społeczeństwa), były ogromnym błędem.
Dziś praktycznie zupełnie odcięte od dochodów są branże: hotelarska, gastronomiczna, rozrywkowa, kulturalna czy organizatorzy targów. Ucierpieli też dostawcy do sektorów objętych obostrzeniami. Jedno jest pewne: rok 2021 będzie trudny dla przedsiębiorców, a jeśli nic się nie zmieni, czeka nas fala bankructw. Jeśli dalej rząd nie pozwoli pracować firmom, czeka nas pauperyzacja i hiperinflacja. Zwróćmy uwagę na to, że ceny wybranych produktów już wzrosły, między innymi z powodu wprowadzenia podatku cukrowego.
Dodatkowe koszty związane z pandemią sięgały w firmach z sektora MŚP nawet jednej czwartej wszystkich wydatków, było to m.in. przystosowanie powierzchni do wymogów sanitarnych. Dziś te biznesy są zamknięte decyzjami odgórnymi. Firmy nie zarabiają i nie mają środków na regulowanie wcześniej zaciągniętych kredytów, zapłatę za czynsz czy pensje dla pracowników. Polski przedsiębiorca potrzebuje stabilizacji i przewidywalności. Przedsiębiorcy potrzebują wsparcia wyrażonego w braku przeszkadzania im w zarabianiu. Musi też być minimum stabilności, albowiem prowadzenie biznesu polega w dużej mierze na planowaniu, a to jest trudne w czasach niepewności.

Franczyza w czasie pandemii koronawirusa
Andrzej Krawczyk, Akademia Rozwoju Systemów Sieciowych
Trudno jest mówić ogólnie o całej gospodarce, ponieważ sytuacja wygląda różnie w poszczególnych branżach. Prawdziwą skalę problemów poznamy zapewne mniej więcej w połowie 2021 r., gdy przestaną działać rządowe programy pomocowe.
Na chwilę obecną, po jedynie częściowym zniesieniu obostrzeń od początku lutego, w najtrudniejszej sytuacji jest chyba gastronomia, a w szczególności ci, którzy nie są w stanie przestawić się na sprzedaż z dowozem. W przypadku gastronomii rozwijającej się poprzez franczyzę ten problem jest mniejszy, ponieważ tu wiele podmiotów od początku swojej działalności dostosowało się do sprzedaży na wynos i w dowozie. W związku z tym mamy do czynienia ze zjawiskiem przyłączania się do sieci franczyzowych niezależnych przedsiębiorców gastronomicznych, którzy zmuszeni zostali do zrezygnowania z dotychczasowej działalności.

Mikromobilność w czasie pandemii koronawirusa
Jakub Olek, Lime
Branża zrównoważonej mobilności zyskała nowy wymiar w trakcie pandemii. Ludzie szukają bezpiecznego sposobu przemieszczania się z zachowaniem zasad utrzymania dystansu społecznego, a to zapewniają rowery czy elektryczne hulajnogi.
Niektóre miasta w Europie, jak np. Mediolan, dofinansowują mieszkańcom korzystanie z takich rozwiązań, by limitować liczbę pasażerów w transporcie publicznym. Wierzymy, że w trakcie wychodzenia z pandemii ten trend się utrzyma, a nawet wzmocni. Miasta będą wspierać korzystanie z takich rozwiązań, by zmniejszać obciążenie transportu publicznego i korki, a firmy z branży zrównoważonej mobilności będą inwestować w dostępność urządzeń i poszerzać floty swoich pojazdów o kolejne rodzaje urządzeń jak np. skutery miejskie itd.
Jednak utrzymywanie lockdownu oznacza mniejsze obroty, bo mniej osób przemieszcza się po mieście i nie korzysta z zamkniętej infrastruktury miejskiej. Dla branży mikromobilności utrzymywanie lockdownu wraz z nadejściem sezonu wiosennego byłoby bardzo niekorzystne.

5 lutego 2021

Kolejne miasta znoszą opłaty za koncesję na sprzedaż alkoholu. O pomocy dla krakowskiej gastronomii zdecydują radni
(G.W. - Ada Chojnowska - 5 lutego 2021 | 06:00)
Trójmiasto, Poznań, Szczecin, Katowice - dzięki zmianie przepisów kolejne miasta deklarują zniesienie części opłat za koncesję na alkohol dla gastronomii. Taki krok zapowiedział też prezydent Nowego Sącza. Co z Krakowem?
Problemy lokali, których głównym źródłem utrzymania jest sprzedaż alkoholu, zaczęły się już w kwietniu. Podczas pierwszego lockdownu, kiedy podobnie jak teraz zamknięta była gastronomia, mimo braku dochodów branża wciąż była zmuszona do uiszczania opłat za sprzedaż alkoholu. O ile restauracje mogą się ratować sprzedażą posiłków na wynos, o tyle sytuacja pubów czy barów była i jest znacznie trudniejsza.
Opłaty za koncesję nie da się zawiesić
- Opłata koncesyjna jest jednym z większych rocznych wydatków, który w obecnej sytuacji znacząco wpływa na płynność finansową - mówił wiosną Jarosław Guzda, prowadzący specjalizujący się w piwach rzemieślniczych lokal Omerta na krakowskim Kazimierzu. I podkreślał, że opłata za koncesję jest bezzwrotna. Nie da się jej też zawiesić, a brak zapłaty automatycznie pozbawia przedsiębiorcę zezwolenia. W sytuacji, kiedy gastronomia liczy każdą złotówkę, nie wiedząc, czy uda się uratować firmy i kiedy będą mogły zacząć działać, to opłaty "w ciemno".
Wsparcie dla gastronomii
Sytuacja zmieniła się dopiero teraz. Pod koniec stycznia w życie weszła nowelizacja ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, umożliwiająca radom gmin wprowadzenie ulg dla przedsiębiorców prowadzących gastronomiczną sprzedaż alkoholu.
Problemy lokali, których głównym źródłem utrzymania jest sprzedaż alkoholu, zaczęły się już w kwietniu. Podczas pierwszego lockdownu, kiedy podobnie jak teraz zamknięta była gastronomia, mimo braku dochodów branża wciąż była zmuszona do uiszczania opłat za sprzedaż alkoholu. O ile restauracje mogą się ratować sprzedażą posiłków na wynos, o tyle sytuacja pubów czy barów była i jest znacznie trudniejsza.
Opłaty za koncesję nie da się zawiesić
- Opłata koncesyjna jest jednym z większych rocznych wydatków, który w obecnej sytuacji znacząco wpływa na płynność finansową - mówił wiosną Jarosław Guzda, prowadzący specjalizujący się w piwach rzemieślniczych lokal Omerta na krakowskim Kazimierzu. I podkreślał, że opłata za koncesję jest bezzwrotna. Nie da się jej też zawiesić, a brak zapłaty automatycznie pozbawia przedsiębiorcę zezwolenia. W sytuacji, kiedy gastronomia liczy każdą złotówkę, nie wiedząc, czy uda się uratować firmy i kiedy będą mogły zacząć działać, to opłaty "w ciemno".
Krakowski magistrat już wiosną zwrócił się do Ministerstwa Rozwoju o wprowadzenie ułatwień dla takich przedsiębiorców. Kwestię wysokości, terminów i zasad opłat za koncesję regulują bowiem przepisy ustawowe. Kraków proponował m.in. zmianę terminu płatności drugiej z trzech rat za zezwolenia (z 30 maja na 30 września), wykreślenie przepisu nakładającego opłatę dodatkową (podwyższoną) na przedsiębiorców, którzy nie uiszczą opłaty za zezwolenia w terminie, a także uproszczenie procedury przyznawania nowych zezwoleń na sprzedaż napojów alkoholowych. Bez efektu.
Wsparcie dla gastronomii
Sytuacja zmieniła się dopiero teraz. Pod koniec stycznia w życie weszła nowelizacja ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, umożliwiająca radom gmin wprowadzenie ulg dla przedsiębiorców prowadzących gastronomiczną sprzedaż alkoholu.
Zwolnienie z części opłat za koncesję zapowiedziały już m.in. Szczecin, Bytom, Chorzów, Katowice, Puławy i Trójmiasto (to ostatnie wraz ze zwrotem równowartości jednej raty tym, którzy w styczniu opłacili stawkę za cały rok z góry). Poznań we wtorek zdecydował się odroczyć płatności do 30 września i zapowiada, że być może część tegorocznych opłat zniesie całkowicie.

2 lutego 2021
Tarcza 7,0 obowiazuje od poniedziałku.
Od 1 lutego można składać wnioski o świadczenie postojowe (1300 zł lub 2080 zł) oraz zwolnienia ze składek zusowskich za jeden lub dwa miesiące. "Tarcza antykryzysowa 7.0" jest już dostępna dla przedsiębiorców.
Świadczenie postojowe przysługuje za grudzień 2020 lub grudzień i styczeń 2021. Wniosek można złożyć tylko za pośrednictwem Platformy Usług Elektronicznych ZUS. Nie później jednak niż w ciągu trzech miesięcy od miesiąca, w którym zostanie zniesiony stan epidemii.
Do wypłaty świadczenia kwalifikują się ci przedsiębiorcy, których przychód z działalności w jednym z dwóch miesięcy przed miesiącem, w którym złożą wniosek, był niższy co najmniej o 40 proc. w stosunku do przychodu uzyskanego w miesiącu poprzednim lub w analogicznym miesiącu poprzedniego roku. ZUS wypłaci je tylko tym, których działalność jest zarejestrowana we właściwym PKD (Polska Klasyfikacja Działalności). Musi to być ich przeważające PKD!
Są to: sprzedaż detaliczna (odzież, obuwie i wyroby skórzane zarówno w wyspecjalizowanych sklepach, jak i targowiskach oraz żywność, napoje i wyroby tytoniowe na straganach i targowiskach), usługi hotelarskie (w tym pola kempingowe i namiotowe), gastronomia, produkcja, dystrybucja i projekcja filmów, działalność fotograficzna, turystyczna, targowa, sportowa (wypożyczalnie sprzętu, zajęcia pozaszkolne - sportowe i artystyczne), nauka jazdy i języków obcych. Postojowe dotyczy także działalności paramedycznej, fizjoterapeutycznej, rozrywkowej (domy strachów, wesołe miasteczka, parki rozrywki), kulturalnej (muzea) oraz pralni.
ZUS sprawdza PKD przedsiębiorcy w rejestrze REGON. Jeśli przedsiębiorca zmienił je po 30 listopada 2020, nie kwalifikuje się do wypłaty.

Dotacje także dla samozatrudnionych
W poniedziałek premier Mateusz Morawiecki zapowiedział uruchomienie programu dotacji dla mikro-i małych przedsiębiorstw. Wysokość dotacji to maksymalnie 5 tys. zł i jest ona docelowo bezzwrotna. Żeby nie musieć jej zwracać, należy przez następne trzy miesiące od jej udzielenia kontynuować działalność gospodarczą. Wnioski są dostępne na stronie praca.gov.pl. Pomoc dotyczy jednak także wybranych branż - 48 kodów PKD, które w dużej mierze pokrywają się z tymi z "tarczy 7.0".

Jakie warunki trzeba spełnić? Firma musi posiadać status mikroprzedsiębiorstwa (zatrudniać od jednej do dziewięciu osób) lub małej firmy (mniej niż 50 pracowników, roczny obrót lub suma bilansowa nieprzekraczająca 10 mln euro). Przeważający kod PKD firmy musiał być wpisany przed 30 września 2020 roku, a działalność nie była zawieszona w tym okresie. Tu także obowiązuje wymóg 40-procentowego spadku przychodów w miesiącu poprzedzającym miesiąc złożenia wniosku (należy podać albo październik, albo listopad 2020) w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku.

Jak informuje kancelaria premiera, wnioski o dotacje mogą też składać samozatrudnieni, jeśli spełnią powyższe wymogi (z wyjątkiem wymogu o statusie przedsiębiorstwa).

31 stycznia 2021 (wyborcza.biz)
Rząd nie chce dawać pieniędzy firmom, które mimo zakazu się otwierają. Policja i sanepid są bezradne
Leszek Kostrzewski, Piotr Miączyński
18 stycznia 2021 | 11:34

W sprawie odbierania pieniędzy przedsiębiorcom, którzy się otworzą w czasie lockdownu, premier odsyła do wicepremiera Gowina. A Gowin zapewnia, że nikt z nim przepisów nie konsultował.
Protest się rozszerza. Polska Federacja Fitness zapowiada otwarcie klubów:
„Nadszedł ten dzień, kiedy po wielotygodniowych analizach, szacowaniu ryzyka, weryfikacji kilkunastu opinii prawnych…01.02.2021 #OTWIERAMY BRANŻĘ FITNESS – BEZ WZGLĘDU NA DECYZJĘ RZĄDU W KWESTII DALSZYCH OBOSTRZEŃ”
Dlaczego 1 lutego? „Wielu z Nas jest zmuszonych skompletować swój skład pracowników na nowo bądź w znacznej części. Do tego dochodzą przygotowania prawne, sanitarne oraz wiele, wiele innych czynników” – twierdzi organizacja.
Oprócz oficjalnie otwieranych placówek coraz więcej firm działa w szarej strefie, niby jest zamknięta, ale w rzeczywistości otwarta np. dla stałych gości. Płaci się tam jednak bardzo często pod stołem, gotówką. Podatków z tego nie będzie.
Rząd w panice usiłuje ugasić protest
Stosuje metodę nahaja i marchewki. Marchewka – od piątku ruszyła specjalna rządowa infolinia. Przedstawiciele m.in. Agencji Rozwoju Przemysłu oraz infolinii biznes.gov dzwonią do firm, które wcześniej zapowiadały w mediach społecznościowych, że złamią kwarantannę, i usiłują ich przekonać do zmiany zdania.
Pytają, czy przedsiębiorcy korzystali wiosną z „tarcz”, czy składali wnioski o pomoc itp. Akcję nadzoruje wiceszefowa MRPiT Olga Semeniuk.
Z drugiej strony jest nahaj. Rząd straszy, że kto się otworzy, nie dostanie pieniędzy z „tarczy finansowej 2.0”, która wystartowała 15 stycznia.
Rząd powołuje się na art. 23 ustawy z dnia 28 października 2020 r. o zmianie niektórych ustaw w związku z przeciwdziałaniem sytuacjom kryzysowym związanym z wystąpieniem COVID-19. „Tu chodzi o bezpieczeństwo zdrowotne".
Ten artykuł to opcja atomowa rządu. Jest on dość długi, ale jego sens sprowadza się do tego, że jeśli przedsiębiorca naruszy ograniczenia, nakazy i zakazy w związku z wystąpieniem stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii, to jest to podstawa do odmowy udzielenia pomocy publicznej.
Rzecznik Przedsiębiorców uważa, Że przepisy są nieprecyzyjne
Czy rząd faktycznie może odmówić wypłaty pieniędzy, jeśli ktoś otworzy biznes w lockdownie?
Coraz więcej prawników mówi, że nie.
Wątpliwości ma nawet Adam Abramowicz, nominowany przez PiS rzecznik małych i średnich przedsiębiorców. Uważa on, że uchwalone przepisy są nieprecyzyjne
„Z Tarczy Finansowej 2.0 nie będą mogli skorzystać beneficjenci, którzy naruszają ograniczenia, nakazy i zakazy ustanowione w związku z wystąpieniem stanu epidemii. Pojawiają się jednak wątpliwości, ponieważ nie wiadomo zgodnie z którymi naruszeniami ograniczeń, nakazów i zakazów, ustanowionych w związku z wystąpieniem stanu epidemii, i przez kogo stwierdzonych, jak również w jakim trybie ma być odmawiane wsparcie przedsiębiorcom. Tym bardziej, że w Regulaminie PFR stwierdzono, że NIEKTÓRE ASPEKTY PROGRAMU 2.0 MAJĄ MIEĆ CHARAKTER UZNANIOWY I OCENNY NA ZASADZIE RACJONALNEJ UZNANIOWOŚCI” – pisze w swoim oświadczeniu rzecznik Abramowicz i dodaje że już na etapie tworzenia ustawy, która ma pozwalać odbierać przedsiębiorcom pieniądze, zgłaszał do niej zarzuty.

Rzecznik poprosił też rząd o wyjaśnienie nieprecyzyjnych przepisów. Ale do dziś ich nie uzyskał. Mało tego, po jego pytaniach nikt nie przyznaje się do kontrowersyjnego przepisu.
– Po wejściu w życie art. 23 ustawy z 30 listopada 2020 r. do ministra Rozwoju, Pracy i Technologii oraz z 4 grudnia 2020 r. do Prezesa Rady Ministrów Rzecznik MŚP zwrócił się ponadto o wyjaśnienie istotnych wątpliwości, jakie może rodzić praktyka stosowania tego przepisu.
– W toku korespondencji pomiędzy organami wyjaśniono, że powyższa regulacja nie była konsultowana z Ministerstwem Rozwoju, Pracy i Technologii, a właściwym do udzielania wyjaśnień ma być Ministerstwo Zdrowia. Natomiast Kancelaria Prezesa Rady Ministrów poinformowała, że sprawę według kompetencji skierowała do Wicepremiera i Ministra Rozwoju, Pracy i Technologii dr. Jarosława Gowina – wyjaśnia rzecznik.
To nie lekkomyślność firm. To desperacja
Co, jeśli sądy stwierdzą nieważność decyzji sanepidu lub uchylą mandaty karne?
Rząd zamyka firmy rozporządzeniem. A według niedawnego wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Opolu byłoby to dopuszczalne, ale w przypadku ogłoszenia stanu klęski żywiołowej.
W takich sytuacjach PFR będzie oddawał pieniądze?
– Przedsiębiorcy, któremu mimo spełnienia warunków dla uzyskania subwencji z PFR instytucja ta mimo zawartej umowy odmówi wypłaty tego świadczenia albo odmówi zawarcia umowy, bo w jej ocenie naruszy obowiązki wynikające z przepisów ustawy w związku z przeciwdziałaniem sytuacjom kryzysowym związanym z wystąpieniem COVID-19, będzie przysługiwało prawo domagania się zawarcia umowy, wykonania jej lub dochodzenia odszkodowania i zadośćuczynienia – potwierdza doradca podatkowy Przemysław Hinc.

W czwartek petycję do premiera wysłał prezes Krajowej Izby Gospodarczej Andrzej Arendarski:
„Apeluję, aby państwo uporządkowało kwestię odszkodowań za bezprawny lockdown i podjęło próbę odzyskania zaufania przedsiębiorców. Jawny publiczny opór przeciwko zamykaniu gospodarki nie bierze się z lekkomyślności przedsiębiorców, tylko desperacji wynikającej z widma bankructwa połączonej z brakiem szacunku administracji dla dorobku ich życia”.
Według naszych informacji rząd będzie chciał znieść niektóre ograniczenia od 1 lutego. Chodzi tutaj głównie o ponowne odmrożenie centrów handlowych. Ale coraz bardziej realny jest scenariusz, że po poluzowaniu gospodarki w lutym, lockdown powróci w marcu. Kiedy znów pogorszy się sytuacja epidemiczna.
Przypomina to falowanie: znoszenie części ograniczeń oraz powrót dzieci z klas I -III do szkół zwiększy liczbę zakażeń, które będzie można zbić tylko kolejną „narodową kwarantanną”.
Tyle że cierpliwość przedsiębiorców jest już na wyczerpaniu. Albo dostaną pomoc od rządu, albo padną.
A efekt szczepionek pojawi się najwcześniej w maju.

19 stycznia 2021
Mimo obowiązujących obostrzeń w całej Polsce otwierają się restauracje, hotele, pensjonaty.
Buntuje się Podhale, buntuje się też Śląsk. Skali zjawiska nie zna nikt. Policja i sanepid często nie wiedzą, co robić. Przedsiębiorcy kolportują między sobą instrukcję, jak się zachować w przypadku wizyty funkcjonariuszy.
Przykład? Sanepid i policja weszły w sobotę do restauracji Oliviarnia Łódź. Nagranie trafiło do internetu.
- Poproszę podstawę prawną dlaczego lokal ma być zamknięty do 18 stycznia - pyta właścicielka.
- Bo wszystkie lokale są zamknięte - pada odpowiedź urzędniczki.
Dyskusja trwa dalej.
- Na podstawie rozporządzenia Rady Ministrów - mówi urzędniczka.
- A rozporządzenie Rady Ministrów na jakiej podstawie jest wydane? - uparcie pyta właścicielka.
Tu już zapadła konsternacja.